poniedziałek, 13 października 2014

LMA - Chapter 6

Emily POV
- Jeszcze tylko raz. - Poprosił John, kiedy chciałam wysiąść z samochodu. 
- John jestem już spóźniona, Pan Jefferson przeanalizuje moją pracę, jeśli wkrótce mnie nie zobaczy. - Powiedziałam, całując go poraz piąty lub szósty, zaśmiał się. 
- Jestem pewien , że Ci wybaczy. 
- Nie znasz go. - Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. - Teraz, naprawdę muszę iść. 
Wyszłam z samochodu i pobiegłam do agencji, nie dlatego, że padało, a dlatego, że troszczę się o moje życie.* Kiedy weszłam do środka, niemalże wpadłam na Pana Jeffersona, który rozmawiał z Kaylą. Wzięłam głęboki oddech, aby wzebrać się na odwagę i stanąć twarzą w twarz z potworem. 
- Emily, spóźniłaś się.
- Hm... wiem i przepraszam, Panie Jefferson.
- Mam nadzieję, że to nie stanie się Twoim zwyczajem. 
- Gwarantuję, że nie. - Zapewniłam go z moim największym uśmiechem. 

(...)


Westchnęłam , kiedy wreszcie skończyłam pracę. To był długi tydzień, wszystko przez Louis'a, jestem naprawdę zmęczona, więc, ten weekend jest cenny. Wciąż starałam się zrozumieć, jak osoba może zmienić to co robię i co czuję. Nawet go nie znam !

Spakowałam moje rzeczy, życzyłam Kayla'i miłego weekendu i poszłam na parking. Kiedy się tam znalazłam, zaczęłam szukać moich kluczyków, ale nie mogłam ich nigdzie znaleźć, wtedy przypomniałam sobie, że John nie oddał mi ich po lunch'u. 
- Świetnie! - Powiedziałam sarkastycznie, wzdychając z fustracji. 
- Potrzebujesz pomocy ? - Usłyszałam jego głos, tuż za mną. 
To jest właśnie to czego potrzebowałam !
- Nie, Louis. 
Wzięłam mój telefon i zadzwoniłam do John'a, który, jak mogłam się spodziewać, nie odebrał telefonu. Perfekcyjnie ! Teraz muszę iść na piechotę, lub złapać taksówkę, ale , będę musiała iść do bankomatu po pieniądze. Otworzyłam portfel, zauważyłam, że nie było tutaj mojej karty, prawdopodobnie była w samochodzie odkąd poszłam na zakupy. Ugh !
- Jesteś pewna, że nie potrzebujesz pomocy ?
- Nie ... znaczy, tak. 
Prychnęłam zdenerwowana, ponieważ on był moim jedynym rozwiazaniem. Chyba, że pójdę do domu na piechotę, czego nie zrobię, ponieważ mieszkam w Londynie, nie na Hawaiach, więc naprawdę nie chce iść sześciu kilometrów w deszczu. 
- Daj spokój, zawiozę Cię do domu, musisz mi tylko powiedzieć gdzie to jest. - Powiedział uśmiechając się, jak dziecko, co sprawiło, że w pewien sposób wygladał uroczo. 
Uderzyłam się mentalnie. 
- Okay. 
Weszłam do jego samochodu i natychmiast poczułam zapach jego perfum. Właściwie, ten zapach był mi znany i nie rozumiem jak albo dlaczego i to sprawiło , że byłam lekko zmieszana, zirytowana i przestraszona, ponieważ czułam przez niego te dziwne rzeczy i nie wiedziałam nawet kim jest. 
Louis wsiadł do samochodu siadając zaraz obok mnie, odpalił samochód i kierował się według moich instrukcji, aż dotarliśmy do mojego mieszkania. 
- Hm ... dziękuje , Louis. - Podziękowałam, chciałam wysiąść i dotrzeć do drzwi z zamiarem otworzenia ich, ale Louis zamknął samochód. - Co ty robisz ?
- Muszę z Tobą porozmawiać. 
- Otwórz drzwi. - Poprosiłam, ale zignorował mnie, więc popchnęłam je. - Louis !
Będąc zamkniętą w środku samochodu, wywołalo moją panikę, nie przez niego ... właściwie, przez niego też, ale bardziej, przez fakt, że byłam zamknięta i nie mogłam wyjść. 
Mój oddech był nierówny, czułam jak moje serce bije, moje dłonie i nogi się trzęsły, czułam sie jakby cała moja energia została wyssna, jakbym nie była wastarczająco silna. 
Głos Louis'a wołający moje imię, słyszałam jakby z tyłu. Przestałam słyszeć cokolwiek, a wszystko wokół stało się czarne, miałam atak paniki, jak jeden z tych które miałam po wypadku. 

Szybko spojrzałam w stronę jego okna, zobaczyłam samochód zbliżający się do nas. Potem, nic nie pamiętam oprócz, Louis;a krzyczącego moje imię i mówiącego mi, że mam się trzymać , a następnie huk uderzającego auta w samochód Louis’a. Moje oczy otworzyły się na chwilę. Nie wiedziałam gdzie jestem, nie wiedziałam co się stało, wiedziałam tylko, że wszystko mnie boli i coś uciska moją klatkę piersiową, wywołując ogromny ból,  przez co chciałam wyłącznie krzyczeć. 

Rozejrzałam się i zobaczyłam, że wszystko jest do góry nogami. Dziwne... O co chodzi ? Spadłam z łóżka ? Zamknęłam oczy i otwrzyłam je ponownie, kiedy usłyszałam syrenę karetki. 
Kiedy spojrzałam ponownie, zobaczyłam wszędzie szkła. Byłam we wnętrzy samochodu i wciąż miałam zapięty pas, który ranił mnie niesamowicie. Mieliśmy wypadek ! O móJ Boże ! Zastanawiam się czy wszystko w porządku z Louis'em. Czy też jest poraniony ?
Odpięłam pas i starałam się otworzyć drzwi, równie dobrze, mogłabym nie próbować. Mój oddech stał się nie równy i mogłam poczuć jak moje ciało się trzęsie przez zużycie całej mojej energii, ale chciałam stąd wyjść. 
- E-Emily... - Burkliwy głos zabrzmiał obok mnie, relaksując mnie jak zawsze, poczułam słabą dłoń dotykającą moją, splatającą nasze palce. - Ko... Kocham Cię.
- Też ... Cię kocham. - Powiedziałam z wielkim wysiłkiem.
- Nie zostawiaj mnie Emily !
- Nigdy ...
Moje oczy zamknęły się ponownie, wbrew mojej woli. Wiedziałam, że żyję, ponieważ mogłam słyszeć głosy ludzi wokół mnie, głownie jego głos , mimo wszystko, wydawało się, że zawsze jest po mojej stronie, mówiąc że się obudzę i że mnie kocha oraz że mnie nigdy nie opuści, ale to był problem ...
Nie pamiętałam czyj to był głos. 

Moje oczy się otworzyły , wszystko co widziałam było czarne. Czarne ściany, czarna kanapa, czarny stolik, czarny telewizor, koc który mnie okrywał też był czarny, z wyjątkiem zasłon, które były białe, ale nie znudziło mnie to, właściwie, cała ta ciemność sprawiła, że czułam się komfortowo i zaczęłam tęsknić. 

Starałam się usiąść, żeby dowiedzieć się gdzie do cholery estem, ale para ciepłych rąk pociągnęła mnie z powrotem w dół. Mój wzrok śledził opalone, wytatuowane i dobrze zbudowane ramię, którego właścicielem był Louis. 
- Gdzie jestem ? Ja ... - Starałam się powiedzień i wtedy przepomniałam sobie co się stało.- Ty ! Zamknąłeś dzrzwi od samochodu ! Gdzie jestem ? Gdzie mnie zabrałeś ? Czego ode mnie chcesz ?
- Jesteś w moim domu. Chcę z tobą pogadać.
- Więc postanowiłeś zakmnąć mnie w samochodzie ? Co ty sobie do cholery myślisz ?
- Nie wiedziałem, przepraszam ! - Powiedział, wydawało się to szczere. 
- Nie, ja przepraszam, nie mogłeś wiedzieć ... dlaczego miałbyś ... - Westchnęłam. - Czekaj ... co powiedziałeś, gdzie jestem ?
- W moim domu. 
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś ?
- Nie wiedziałem, które drzwi są od Twojego mieszkania i nie miałem kluczy. 
- Już mi lepiej, mogę już iść. 
- Emily, proszę, pozwól mi z Tobą pogadać.
- Co chcesz mi powiedzieć ?
- Potrzebuję , żebyś mi uwierzyła.
- Co ?
- Wiem, że miałaś wypadek. Co pamiętasz ?
- Nic. Wiem jedynie to co mi powiedzieli. Prowadziłam, zasnęłam i rozbiłam się o opuszczony dom. 
- Wieszysz we wszystko co Ci powiedzieli ?
- Co to miało znaczyć ?
- To , że to wszystko jest kłamstwem. 
- To nie prawda !
- Nie możesz wierzyć w to kłamstwo, Em. - Powiedział, przeszedł mnie dreszcz, kiedy nazwał mnie "Em".

-Dobranoc, Em.

-Dobranoc , Lou.

- Muszę iść. - Powiedziałam, wstając z kanapy niemalże podskakując, spojrzał na mnie wielkimi oczami. 

- Zawiozę Cię. 
- Nie! Ja ... mogę iść sama. 
Wyszłam z jego mieszkania naprawdę szybo, nie mogłam tam zostać ani minuty dłużej. Nie wiedziałam dlaczego, przywoływal tyle wspomnień, dlaczego wszystko co mówił, wywoływało u mnie tęsknotę i nie rozumiałam dlaczego powiedział, że wszystko co mówią jest kłamstwem. Wiedział coś , czego ja nie ?
Może byś się dowiedziała, jeśli byś została!
- Ugh! - Powiedziałam sama do siebie, kiedy szłam do swojego mieszkania. 
Apartament Louis'a był znacznie dalej niż mój, więc kosztowało mnie to trochę wysiłku, byłam zmartwiona, ale zignorowałam to. Kiedy dotarłam, John był już w domu. 
- Moja księżniczka jest już w domu.

- Rozłóż nogi księżniczko. **


O mój Boże! Co to było ? Poczułam jak się rumienię, wyobrażając sobie tą sytuację, kiedy ktoś prosi mnie do zrobienia czegoś takiego, zwłaszcza, że wyobraziłam sobie głos Louis'a. 

- Emily wszystko w porządku ?
- Huh ... tak, dlaczego pytasz ?
- Rumienisz się. - Powiedział, zbliżając się do mnie i łapiąc moją talię.
- Oh, to pewnie dlatego, że jest zimno nazewnątrz. 
- Jesteś jeszcze słodsza, kiedy się rumienisz. 
- I rumienię się jeszcze bardziej, przez to co powiedziałeś. - Albo, przez głos Louis'a, mówiący te wszystkie dziwne rzeczy w moich myślach. - Gotowałaś obiad? - Tak, zmieńmy temat, zanim powiesz coś durnego. 
- Tak. - Odpowiedział, ktoś zadzwonił dzwonkiem. - Właściwie, zamówiłem obiad, co miało być tajemnicą. - Powiedział, zaśmiałam się, otworzyłam drzwi. 
Odebrałam posiłek, kiedy John płacil dostawcy, nakryłam do stołu. Kiedy John wszedł do środka, wszystko było już gotowe, usiedlśmy do stołu. 
Nie ważne jak się starałam, nie mogłam zapomnieć o tym co powiedział mi Louis. Nie mogłam znaleźć powodu, dla którego miałby to robić, jestem pewna że mnie oszukał. 
- John. 
- Tak ?
- Opowiedz mi o wypadku. 
- D-Dlaczego ?
- Chcę po prostu wiedzieć.
- Rozproszyłaś się i uderzyłaś w opuszczony dom. 
- Jesteś pewien, że nikogo nie zraniłam ?
- Jestem pewien, Emily. Nie martw się tym, jeśli byś kogoś skrzywdziła, wiedziałabyś o tym. - Powiedział, uśmiechając się słodko. 

- Dziękuję. 
______________
* Chodzi o to, że Emily nie chce, żeby jej szef się wkurzył.
**Słowa z 22 rozdziału ;)

7 komentarzy:

  1. Rozdział jest świetny! :) Jestem nowa a już mi się podoba opowiadanie i tłumaczenie ;) Wiesz może jak naprawdę nazywa się główna bohaterka? Byłabym wdzięczna z odpowiedź ;)
    Znam ten ból związany ze szkołą :) Jestem w trzeciej klasie gimnazjum, a nauczyciele trują mi życie pytaniem, czy wiem, co będę robić dalej i do jakiego liceum idę :P Nie wspominając już o konkursach przedmiotowych, gdzie z samego WOSu mam ponad 11 testów po 100 zdań, a jeszcze kiedy dojdzie język polski, francuski, niemiecki, historia, biologia i fizyka to jedyne, co mam zamiar zrobić to schować się pod kołdrą i już nigdy nie wychodzić do ludzi! :P
    Uhh ale się rozpisałam :)
    Pozdrawiam, Z.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeej! I Louis, po raz kolejny zwlekasz z powiedzeniem prawdy, ugh. Czekam na więcej! Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Przypomina sobie. Wyrywkami, ale przypomina. I niech nie ucieka od tego!
    Czekam na 7 :)
    Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
  4. matko aaaa!!!!!!!!!!!!!! ja chcę nexta i to szybko natychmiast NAW uwielbiam te tłumaczenie :D <33 po prostu kocham tak jak ciebie za to co dla nas robisz :* niech Lou jej wszystko powie! debile, debile wszędzie debile hahha :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Sorry, że nie komentowałam, ale szczerze powiedziawszy nawet nie czytałam - nie miałam siły. Ale już nadrobiłam i teraz walną sobie jakiś fajny (chyba) i długi komentarz xD
    No to tak, zacznę od tego, że ten program na TLC, o którym było wspomniane bodajże dwa rozdziały wcześniej po polsku nazywa się "Salon sukni ślubnych". Wiem, bo oglądam rano przed wyjściem do szkoły. Noe ważne xD
    Jeżeli chodzi o Louisa I Emily. Mam ochotę pozabijać ich wszystkich po kolei, razem z głównymi bohaterami. Dlaczego ona nie chce z nim porozmawiać?! (pewnie sama bym się nie odważyła, ale ciii, oni to co innego xD)
    Ja dziękuję bardzo za taką matkę. Nie wiem, co ona ma do Lou, ale niech się wreszcie od niego odwali i da im żyć w świętym spokoju i co najważniejsze RAZEM.
    John wkurwia mnie najbardziej z nich wszystkich. Szczególnie faktem, że jeszcze żyje.
    I nie podobają mi się słowa narratora "ostatnia rzecz, jaką zrobi" czy coś w tym stylu, czytałam to chyba w poprzednim rozdziale. Nie ma uśmiercania, proszę państwa.!!
    Chyba tyle. Pozdrawiam i życzę miłej nocy,
    Evansik xx

    OdpowiedzUsuń