poniedziałek, 8 września 2014

LMA - Chapter 2

Wysiadłam i weszłam do mojego biura, gdzie w końcu, skończyłam artykuł,  Pan Jefferson „zaproponował” mi zrobienie go … do końca dnia. Nie był czuły wobec mnie i szczerze, z wzajemnością, więc dał mi w ostatniej chwili artykuł do napisania, który według niego , ma dowieść mojej wartości jako felietonistki. Moim zdaniem, on chce po prostu uprzykrzyć mi życie, ale zawsze wykonywałam dobrą robotę, więc nie mógł się skarżyć.
- Przepraszam, jestem felietonistą i zgubiłem się. Mam spotkanie z Jefferson’em. – Usłyszałam głos, który kazał mi natychmiast przestać robić to co robiłam, nie mam pojęcia dlaczego.
- Tak. Po pierwsze , witaj. – Powiedziała Kayla, sekretarka. – Biuro Pana Jeffersona znajduje się tam.
- Dziękuję.
Wciąż stałam w tym samym miejscy, starając się zrozumieć do kogo ten przyjazny głos mógł należeć, dopóki mnie nie minął, kierując się do biura pana Jeffersona. Patrzyłam jak odchodzi ode mnie, był wysoki, miał brązowe włosy, a jego ramię było pokryte tatuażami.
Musiałam z całą pewnością się pomylić. Nigdy nie przyjaźniłabym się z kim takim. Chyba, że byłabym szalona i obłąkana. Ale … coś w nim było, jego styl wywoływał u mnie uczucie tęsknoty. Starałam się odnaleźć go w moich ostatnich wspomnieniach, ale przyprawiło mnie to jedynie o ból głowy.
Podeszłam do Kayli i dałam jej mój artykuł, po czym pojechałam do domu. Kiedy znalazłam się tam, weszłam prosto do kuchni i wzięłam tabletkę przeciwbólową , kładąc się na łóżku.

„-Zamknij oczy. – Powiedział, śmiejąc się z mojego entuzjazmu, kiedy przygryzał wargę, szczerze, powinien przestać to robić, jeśli nie chce mojej śmierci, spowodowanej atakiem serca w niedalekiej przyszłości. 
Zamknęłam oczy i poczułam jak zbliża się do mnie. Jego ręka chwyciła moją i wsunęła coś na palec. O mój Boże ! To jest to o czym myślę ?
- Możesz otworzyć. – Powiedział, jego głos trochę ochrypł. 
Otworzyłam powoli oczy , które wylądowały na mojej dłoni, otworzyła usta. To jest to o czym myślałam. To był pierścionek, ale był jeszcze piękniejszy, niż mogłam sobie wyobrazić. To nie tak, że wyobrażałam sobie, jak Louis daje mi pierścionek, ponieważ to definitywnie nie była rzecz , którą robił.
- O mój Boże. –To była jedyna rzecz, jaką udało mi się powiedzieć.
Pierścionek był koloru postrzępionego srebra, przez upływ lat z małymi listkami wkoło. To był najpiękniejszy pierścionek jaki kiedykolwiek widziałam. 
- Podoba Ci się. 
- Ja … uwielbiam go. Mój Boże jest piękny. 
- Należał do mojej matki. Dała mi go zanim … - Wziął głęboki oddech. – Powiedziała mi , że mam go przechowywać i dać go wyjątkowej dziewczynie i … - Wzruszył ramionami i nie mogłam nic poradzić na mój uśmiech pięcioletniego dziecka, które dostało właśnie zapas gum do życia.”

Otworzyłam oczy, mój oddech był nierówny jakbym miała koszmar, usiadłam natychmiast na łóżku. Ale co to do cholery było ? Dlaczego śniłam o chłopaku, którego widziałam dzisiaj i dlaczego wyglądał tak prawdziwie i … szczegółowo ? Widziałam jedynie jego plecy, skąd wiedziałam, że ma niebieskie oczy ? Dlaczego dał mi pierścionek , który był dla wyjątkowej dziewczyny ? I dlaczego wyglądałam na zakochaną w śnie ? O mój Boże !
Uspokój się , Emily, oddychaj.
To był tylko sen i … a w snach ludzie wyobrażają sobie różne rzeczy i … porostu śnią. Ale … to wszystko było takie czytelne i to uczucie … tak jakbym wciąż to czuła.
- Emily, jestem w domu !
- Jestem w sypialni !
- Co się stało ? – Zapytał, wchodząc do naszej sypialni i siadając obok mnie.
- Hm … nie czułam się za dobrze , więc wróciłam do domu wcześniej.
- Już Ci lepiej ?
- Tak.
- Dobrze. – Uśmiechnął się i dał mi delikatny i namiętny pocałunek. – Dzisiaj, ja robię obiad. – Powiedział i mrugnął.
Spojrzałam na dłoń, na której był pierścionek. Zawsze miałam ten pierścionek przy sobie, ponieważ czułam, że ktoś ważny dał mi go , mimo że nie pamiętam tego, a teraz miałam ten dziwny sen.
Może John będzie wiedział. Wstałam z łóżka i weszłam do kuchni, gdzie zastałam go gotującego coś co pachniało naprawdę dobrze. Kiedy mnie zobaczył, podszedł do mnie i pocałował moje czoło. Uśmiechnęłam się.
- Ładnie pachnie.
- Oczywiście , przecież ja gotuje.
- Co to miało znaczyć ? – Zapytałam, udając obrażoną, zaśmiał się.
John skończył gotować , a następnie wziął prysznic, weszłam do łóżka zasypiając natychmiast, nie zauważając nawet kiedy John się położył. Miałam ten okropny ból głowy, a oprócz tego, ten dziwny sen … może powinnam iść do psychologa. Tak, pójdę tam jutro rano.

(…)
John wyszedł właśnie do pracy, kiedy się obudziłam, Wczoraj, wczoraj powiedziałam, że pójdę do lekarza, więc wstałam powoli, ciesząc się ciszą , zakłócającą jedynie dźwięki samochodów na ulicy, uwielbiałam to, wcięłam relaksujący prysznic. Kiedy wyszłam , ubrałam się i zadzwoniłam do psychologa.
- Dodzwoniłeś się do gabinetu Pana Henry’ego, w czym mogę pomóc ?
- Dzień Dobry, chciałam bym wiedzieć czy Pan Henry ma dzisiaj czas.
- Tak, jest wolny po godzinie 10.
- Ok., więc zjawię się wkrótce.
- Imię ?
- Emily Fray.
- Oh. Możesz przyjść kiedy tylko będziesz chciała.
- Ok.
Dziwne. Dlaczego zareagowała tak na moje imię ? Może jestem przewrażliwiona.
Zjadłam coś i wyszłam, pojechałam prosto do gabinetu doktora, które moja mama mi poleciła, kiedy przeprowadziliśmy się do Londynu. Kiedy dotarłam, sekretarka powiedziała, że doktor już czeka, więc zapukałam i weszłam, zastając go sprawdzającego coś na laptopie z mnóstwem papierów w dłoniach. Kiedy weszłam do środka, wyprostował okulary, odłożył papiery i nakazał mi usiąść na kanapie, obok stolika z ciastkami, również usiadł.
- Więc , Emily. Nie widziałem Cię od wieków, powiedz co Cię tu sprowadziło. I nie mów ,że to był samochód.(przyp. Tłum./ To był żart , jeśli ktoś nie zrozumiał ) – Powiedział, zaśmiałam się. Odkąd tu przychodzę, on zawsze żartuje, żeby rozładować napięcie.
- Hm … wczoraj poszłam do pracy i … agencja zatrudniła nowego pracownika, który będzie felietonistą jak ja i …
- Boisz się, że zajmie Twoje miejsce ?
- Nie. On jest trochę dziwny, ma kolczyki, mnóstwo tatuaży i nigdy nie przyjaźniłabym się z kimś takim, ale coś było w jego głosie co brzmiało niesamowicie przyjaźnie … nie wiem czy rozumiesz … prawdopodobnie oszalałam …
- Pierwszym krokiem do rozpoznania szaleństwa jest , czy ta osoba twierdzi, że jest szalona lub nie, poza tym, mam za sobą lata doświadczenia. Słyszałem od ludzi zdrowych na umyśle, stwierdzenia jakich sobie nawet nie wyobrażasz. Kontynuuj…
- Starałam sobie przypomnieć , gdzie słyszałam ten głos, dostałam okropnego bólu głowy i wróciłam do domu, wzięłam tabletki przeciwbólowe, które zaleciłeś i położyłam się spać  i …
- Tak ?
- Śniłam o tym chłopaku. Dał mi pierścionek, ten o. – Uniosłam dłoń, pokazując mu pierścionek. – W śnie mówił , że … hm … pierścionek jest dla wyjątkowej dziewczyny i … dał go mnie. – Popatrzyłam na psychologa i zobaczyłam, że jest poważny, naprawdę poważny, zbyt poważny. – Myślisz , że powinnam się martwić ?
- Bierzesz tabletki, które ci dałem, trzy razy dziennie ?
- Tak.
- Jak się czułaś, kiedy się obudziłaś ?
- Dziwnie, byłam zmieszana … t-tęskniłam. Wiem, że to był tylko sen, ale wyglądało to tak prawdziwie … jak … jak gdyby … - Westchnęłam.
- Jak gdyby było to wspomnienie z przeszłości ?
- Tak…
- Prawdopodobnie była zaskoczona widokiem tego chłopaka i tym , że będzie felietonistą tak jak ty, twój mózg stworzył mieszankę zmartwienia i zaskoczenia, przez to jak ten chłopak wyglądał i zmieszał to wszystko z wspomnieniami z przeszłości, których nie pamiętasz.
- Wierzysz , że tak było ?
- Jestem w 100% przekonany. – Powiedział i uśmiechnął się nerwowo, ukazując zmarszczki na swojej twarzy, stworzone przez upływ czasu.
Nigdy tak nie wyglądał. Zawsze dużo mówił a, teraz, był cichy i wyglądał na zdenerwowanego. O co tu chodzi ?
- To świetnie, teraz jestem spokojna. – Odetchnęłam z ulgą i wstałam z kanapy, dokładnie jak on. – Dziękuję bardzo. – Podziękowałam i uścisnęłam jego dłoń.
- Możesz tu przychodzić kiedy tylko potrzebujesz, bez powiadomienia.
- Dziękuje.
Wygładziłam swój strój i wyszłam, zachodząc do sekretarki , żeby zapytać o usprawiedliwienie mojej nieobecności w pracy. Spojrzałam na zegarek na mojej dłoni i zrozumiałam, że wciąż muszę iść do pracy po lunch’u i to było to co rozpraszało mnie, ten chłopak tam był, najprawdopodobniej , no i dlatego, że jeśli nie przyjdę , Pan Jefferson zabije mnie. Nie dosłownie.
Zatrzymałam się w restauracji na lunch , a następnie pojechałam do pracy, dotarłam pięć minut przed czasem. Zapytałam Kayla’e czy potwór jest teraz z kimś, odpowiedziała, ze śmiechem, że jest teraz ze swoim bratankiem, ale to nie jest spotkanie. Podziękowałam jej i weszłam do jego biura, pukając w drzwi.
- Wejść ! – Powiedział.
 Otworzyłam drzwi i usiadłam naprzeciwko biurka, wytatuowany chłopak też tu był. Przełknęłam i starałam się nie myśleć o moim śnie, może Dr. Henry ma rację i to był wytwór mojego umysłu.
- Oh, Emily ! Przyszłaś na czas, to jest to co lubię. – Powiedział z uśmiechem na ustach.
- Tak, chciałam wiedzieć , czy masz mój artykuł, żebym mogła zacząć pracować nad nim teraz.
Kiedy mówiłam, ten wytatuowany chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie wielkimi oczami, jakby się czegoś przestraszył. Spojrzałam w jego oczy i poczułam suchość w gardle, on miał , rzeczywiście, niebieskie oczy, takie same jak w moim śnie.
- Zdecydowałem się Cię awansować.
- Mnie ? – Zapytałam podejrzliwie, roześmiał się.
Ok., co się z nim dzieje ? Nie lubi mnie, dlaczego do cholery mnie awansował ?
- Pewnie, chyba, że nie chcesz.
- Chcę ! Mam namyśli … tak.
- Świetnie.  Jak wiesz, twoje kolumny będą publikowane w każdy piątek, więc masz czas udowodnić , że jesteś zdolna stworzyć własny dział.
- Piszę o czym chce ?
- Tak !
- Wow. Mam namyśli, tak dam z siebie wszystko.
- Nie oczekuje niczego innego. Poznałaś już mojego bratanka, Louis’a ?
- Hm … nie.
- Nie ? – Chłopak, Louis, zapytał , pokręciłam głową, przez co skrzywił się.
- Hm … - Przełknęłam jeszcze raz. – Idę … jestem w swoim biurze, jeślibyś mnie potrzebował.
Wyszłam stamtąd najszybciej jak mogłam, wzięłam głęboki oddech i starałam się uspokoić.
Nie wiem dlaczego jestem w takim stanie, nie bałam się go , ale … było w nim coś dziwnego, przez co byłam naprawdę nerwowa, ale jednocześnie czułam się bezpieczna … jakbym była pewna, że zrobi wszystko, żeby mnie chronić, nie ważne co się stanie. Muszę poprosić Pana Henry’ego o więcej tabletek , ponieważ te które Mia dał, nie przynoszą efektów.
Kiedy znalazłam się w moim biurze, pozwoliłam sobie opaść na krzesło, patrzyłam przez chwilę na ekran komputera. Może, jeśli zacznę pracować, to odwróci to moją uwagę i nie będę myślała o szalonych rzeczach.


„Jesteś moim światłem. Moim zbawieniem.”
Zapiszczałam i rozejrzałam się po biurze, mój oddech przyspieszył, kropelki potu spadały w dół mojej twarzy,  starałam się znaleźć kogoś , kto wypowiedział te słowa, ale nikogo tu nie było, byłam sama. Świetnie, teraz mam halucynacje …. Muszę pogadać z Dr. Henry’m znowu.
Co się ze mną dzieje ?

8 komentarzy:

  1. o matko. Płakać mi się chcę. Ona go nie pamięta ;"( to jest takie okrutne. Tak bardzo ich kofam :) niech go sb przypomina i to szybko

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże mam nadzieję że ona za niedługo go sobie przypomni....czekam na nexta pzdr Kinga

    OdpowiedzUsuń
  3. Cholera jasna! Dlaczego ona go nie pamięta? W sumie to dobrze, bo jest o czym pisać xd. Pozdrawiam i czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. o pierdzie le rozkrenca sie akcja
    nowa piosenka 1d wyszła https://www.youtube.com/watch?v=E40pKmuqYkU
    aaaaaaaaaaaaaaaa

    OdpowiedzUsuń
  5. No i spotkali się! Jupi! Jestem ciekawa jak ten John się wytłumaczy gdy stanie twarzą w twarz z Louis'em.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. po prostu się poplakalam :'(( oni muszą być razem <3

    OdpowiedzUsuń