czwartek, 24 lipca 2014

41

Obudziłam się przez budzik w moim telefonie, wyłączyłam go przeklinając go, ponieważ nie popsuł się w nocy i nie wyłączył przez rozładowaną baterię, albo po prostu nie wróciłam na czas, ponieważ byłam naprawdę śpiąca i nie chciałam jeszcze wstawać. 
- Emily … - Usłyszałam głos Louis’a, kiedy przyciągał mnie do siebie i przytulił za pomocą swoich silnych ramion, ogrzewając mnie przy okazji, potęgując tylko moją niechęć do wstania z łóżka.
- Hm ?
- Nie wstawaj.
- Louis jest poniedziałek.
- Zawsze możesz zwiać.
- Nie chcę.
- Więc Cie nie puszczę. – Powiedział, ściskając mnie znacznie mocniej.
- Louis !
- Okay, okay ! – Powiedział puszczając moją talię i wstając jedynie w bokserkach. – Emily jeśli dalej będziesz się tak na mnie patrzyła … lepiej jeśli tego nie powiem. – Powiedział, wywołując mój rumieniec, kiedy zbliżył się do mnie. – Jesteś naprawdę słodka, kiedy się rumienisz. – Pocałował mój policzek, uśmiechnęłam się. – Mam namyśli, jesteś słodka, nie ważne kiedy …
- Kłamca.
- Uwierz mi.
- Powinieneś widzieć moje zdjęcia z  … hm … drugiej liceum. Zmieniłbyś zdanie ,na pewno. – Powiedziałam, roześmiał się.
- Chcę je zobaczyć. – Zaśmiał się. – Powiedz mi coś.
- Co ?
- Ile miałaś lat, jak poszłaś do szkoły ?
- Pięć lat.
- Dlaczego tak wcześnie poszłaś do szkoły ?
- Przez mojego ojca. – Powiedziałam i westchnęłam, przywołując wspomnienia z mojego dzieciństwa. – Moja matka myślała, że przynajmniej w szkole, będę bezpieczna i wolna od wszystkiego co robił mój ojciec … i będzie cierpiała za mnie … jak wtedy …
- Oh. – Było wszystkim co powiedział, w tej chwili przytulił mnie mocno. – Przepraszam.
- To nie Twoja wina Lou.
- Wiem, ale powinienem pamiętać o tych rzeczach i nie chcę , żebyś cierpiała, kiedy jesteś ze mną. Obiecałem.
- Dziękuję. Kocham Cię.
- Ja Ciebie bardziej.

(…)

Skończyłam pierwszą lekcje, kiedy zobaczyłam Kahlan biegnącą w moim kierunku, jakby wygrała na loterii, trochę mnie to przeraziło, jakkolwiek. Kiedy dotarła do mnie, przytuliła mnie.
- Kahlan , co się stało ?
- O mój Boże ! O mój Boże ! O mój. Boże.
- Kahlan oddychaj.
- Okay. – Wzięła głęboki oddech. – Oddycham. O mój Boże ! – Zaczęła wrzeszczeć, przez co kilkoro ludzi spojrzało się na nas.
- Co się stało ?
- Union J będzie miało tu koncert. Nie tutaj. Mam namyśli, tak tutaj. Znaczy, nie w szkole. Ale tutaj. W mieście.
- Naprawdę ? – Pokiwała głową, zapiszczała, jak ona kilka minut wcześniej. – O mój Boże !
- Wiem ! Oh, ale czekaj, mam lepsze wieści. Nie wiem czy chcesz iść czy nie, ale nie ryzykowałabym , ponieważ, mam namyśli, jesteś moją przyjaciółką od zawsze i zawsze lubiłyśmy ten zespół i zaczęłam go lubić w tym czasie, kiedy Ci o nich powiedziałam i obiecałyśmy wtedy , że jedna będzie mogła iść, pod warunkiem, że ta druga też będzie mogła pójść i poszłamtamikupiłamdwabilety.
- Huh ?
- Mam bilety.
- O mój Boże ! Naprawdę ?
- Tak !
- O mój Boże ! Znaczy , to super ! Kiedy jest koncert ?
- W tym miesiącu. Będzie super !
- Słyszę wasze krzyki na zewnątrz. Co się stało ? – Oznajmił John, zbliżając się do nas.
- O mój Boże ! – Zaczęła Kahlan, zaśmiałam się.
- Union J będą tutaj. – Wytłumaczyłam, zanim Kahlan ponownie eksplodowała, to było zrozumiałe, zawsze pragnęłyśmy iść na ich koncert, ale oni nigdy tu nie byli, a moja matka, czy matka Kahlan nie puściłyby nas daleko.
- Kim oni są ? – Zapytał, otworzyłam oczy.
- Nigdy o nich nie słyszałeś ?
-Nie, ale myślę że powinienem.
- Oczywiście! – Powiedziała Kahlan… albo raczej wykrzyczała. – Pozwól mi zaprezentować JJ, Josh, Jaymi i George …
Mój telefon zadzwonił, to była wiadomość od Louis’a, uśmiechnęłam się natychmiast.

„Chodź na zewnątrz, chodźmy znów do cukierni ;)”

- Muszę iść, do zobaczenia.
- Gdzie idziesz ? – Zapytał John.
- Hm … idę z Louis’em do cukierni.
- Jakiej cukierni ? – Zapytał znowu.
Dziwne.
- Hm … naprawdę nie znam nazwy, ale Louis mówił ,że robią tam najlepsze rogaliki na świecie.
- Wiem gdzie to. – Uśmiechnął się.
Po co tak dużo pytań ?
- Naprawdę muszę iść.
- Co ? Nie pomożesz mi tu ?
- W czym ? – Zapytał zmieszany John.
- Powodzenia. – Powiedziałam mu i wystawiłam język.
Odeszłam od nich, kiedy Kahlan zaczęła opowiadać John’owi jak powstało Union J i  o ich przygodzie w X Factor i jeśli dobrze ją znam, na tym nie poprzestanie. Uśmiechnęłam się przypominając sobie popołudnie, kiedy przyszła w euforii do mojego domu, aby opowiedzieć mi o Union J.
- Dlaczego się uśmiechasz ? –Zapytał Louis, kiedy znalazłam się przy nim.
- Wspomnienia.
- Hmm … - Powiedział i przytulił mnie, całując moje czoło.
- Wiesz kim są Union J ?
- Ugh, wiem. – Odpowiedział ze zdegustowanym wzrokiem, kiedy pokazał , abym weszła do samochodu. Oczywiście , że ktoś taki jak Louis, nie będzie lubił zespołu jak ten. – A co ?
- Nic.
- Powiedz to. – Nalegał, odpalając samochód i jadąc do cukierni z czekoladowymi rogalikami.
- Idę na ich koncert. – Powiedziałam, starając się nie brzmieć zbyt entuzjastycznie, nie wyszło to za dobrze, bo spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami.
- Lubisz ich ?
- Tak.
Wyszliśmy z samochodu i weszliśmy do cukierni. Usiadłam przy stoliku w kącie, kiedy Louis poszedł złożyć zamówienie, a po chwili wrócił do stolika.
- Naprawdę ich lubisz ?
- Tak.
- Boże.
- Co się stało ?
- Są grupą ge…
- Wasze zamówienie. – Przerwała mu uśmiechnięta kelnerka, stawiając przed nami dwa, parujące kubki gorącej czekolady i dwa rogaliki z czekoladą.
- Nie musisz kończyć, wiem co chciałeś powiedzieć.
- To prawda.
- Nie. To nie prawda. – Sprzeciwiłam się, biorąc gryza swojego croissant’a. 
- Ale jeden z nich jest.
- To nie znaczy, że reszta też. Ale skąd to wiesz ?
- Nie wiem.
- Tak , wiesz !
- Emily. Nie upieraj się. – Powiedział naprawdę srogim tonem, nieoczekiwanie stał się poważny.
 Patrzyłam na niego przez chwilę i wzięłam filiżankę, parującego napoju, jedliśmy w ciszy. Louis nie powiedział nic. Kiedy skończyliśmy jeść, wstałam żeby zapłacić i to był jedyny raz, kiedy Louis się odezwał ponownie, aby powiedzieć, że to on placi. Westchnęłam i wyszłam sfrustrowana, czekając aż zapłaci.
Co się stało  ? Powiedziałam coś źle ? Dlaczego tak się zachował ? Nie lubię , kiedy zaczyna być cichy.
- Idziemy ?
- Tak.
 Weszłam do samochodu i oparłam głowę o szybę, wzdychając.
- Przepraszam. – Powiedział, spojrzałam na niego. – Wiem to , przez moją siostrę, była fanką.  Albo raczej, była kiedy ostatnio ją widziałem.
- Oh. – To jedyna rzecz jaką powiedziałam. Nigdy nie mówił, że ma siostrę. – Co … co się z nią stało ? – Zapytałam nie mając bladego pojęcia, czy powinnam o to pytać.
- Jest z moją matką. Tak myślę.
- Powinieneś spróbować się z nią …
- Nie.
- Dlaczego ?
- Słyszałaś mnie ? Jest z moją matką.
- To nie znaczy, że nie możesz widzieć się z siostrą.
- Jeśli będę próbował się z nią zobaczyć, jestem pewien , że ona też tam będzie. Nie chcę jej widzieć, ani jej, ani nikogo kto jest z nią powiązany. – Powiedział ze złością.
- Nie powinieneś tego robić, musisz to przezwyciężyć, to nie dobrze być z dala od rodziny.
- Nie rozumiesz, jak to jest na nią patrzeć, albo jak to jest być z dala od rodziny! – Jego głos się podniósł, przerażając mnie.
- Jesteś pewien ?
Jak mógł tak powiedzieć, znając moją przeszłość i wiedząc, że nie widziałam mamy od tygodni ?
- Przepraszam, ja po prostu … nie lubię gadać o mojej rodzinie.
- Starałam się pomóc. – Westchnęłam.
- Wiem.
- Przepraszam.
Złapał moją dłoń i ścisnął delikatnie. Patrzyłam na niego, kiedy kierował, nie spuszczając oczy z jezdni, mogłam zobaczyć jak uśmiech pojawia się na jego ustach.
- Zaraz przebijesz moją skórę. – Prowokował mnie, ścisnęłam jego rękę.
- Kretyn.
- Wiem, że mnie lubisz.
- Nie. Ja Cię kocham.
Szybko spojrzałam w stronę jego okna, zobaczyłam samochód zbliżający się do nas. Potem, nic nie pamiętam oprócz, Louis'a krzyczącego moje imię i mówiącego mi, że mam się trzymać , a następnie huk uderzającego auta w samochód Louis’a.

_________________________
Dzisiaj są moje urodziny , od rana nie mam za dużo czasu, więc rozdział tłumaczyłam na szybko i nie był sprawdzany :)

6 komentarzy:

  1. OMG to jest niesamowicie genialne. Tylko, żeby nic się jej nie stało. Matko płakać mi się chcę.

    W dniu urodzin dużo zdrowi, radości, weny i chęci.
    Kochamy cię miśka nie zapominaj o tym. Jesteś wspaniała, że to dla nas tłumaczy sz. Żyj sto lat i dłużej i nas nie zostawiaj :3 Jesteś niesamowita :** pamiętaj. Happy urodzin miśk <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ejjjjjjjj no!! Żaden huk uderzającego auta, ja się nie zgadzam!
    Najlepsze życzenia ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh tylko żeby nic się nie stało :/
    Najlepszego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. sto lat :) ja miałam urodziny w poniedziałek .xd

    OdpowiedzUsuń
  5. Spóźnione WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! Moja mama też miała wczoraj urodziny i dlatego nie złożyłam wczoraj bo nie czytałam notki ;*
    Końcówka mnie przeraziła i to nie na żarty. Nic poważnego im nie będzie prawda? Mam taką nadzieję ;*
    Czekam na kolejny rozdział ;)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. zostałaś nominowana do LBA szczegóły tutaj: http://jasna-strona-ciemnosci.blogspot.com/
    Kocham twojego bloga <3 czekam na nexta :3

    OdpowiedzUsuń