środa, 2 lipca 2014

38

Szłam do akademika, kiedy niekontrolowanie zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć w to co mi zrobił. Wierzyłam, że mnie kocha, oddałam mu się … nie , kłamstwo. Kłamstwo, które stworzył dla swoich własnych korzyści, żeby mógł zarobić. Moja matka miała racje, nie kochał mnie, nie mieliśmy razem przyszłości. Tak bardzo się myliłam.
Dźwięk zwalniającego samochodu zabrzmiał obok mnie, kiedy chciałam dotrzeć na uniwersytet. Spojrzałam i zobaczyłam Louis’a zerkającego na mnie z samochodowego okna. Wytarłam szybko i niezdarnie łzy. Nie chcę , żeby widział mnie w takim stanie, nie chce żeby wiedział, iż był zdolny doprowadzić mnie do takiego stanu.
- Emily.
- Nie- Nie mów do mnie, Louis.
- Emily daj mi wyjaśnić. – Powiedział, prowadząc samochód wciąż koło mnie.
- Wytłumaczyć co ? Fakt, że byłeś ze mną tylko dla pieniędzy ? – Zapytałam sarkastycznie.
- Tak … znaczy, nie. – Westchnął sfrustrowany, weszłam do akademika, kiedy parkował samochód przed uniwersytetem, podbiegł do mnie natychmiast.
- Emily. – Zawołał, kiedy wreszcie mnie dogonił, zignorowałam go, złapał moje ramię i przyciągnął do swojej klatki piersiowej.
- Zostaw mnie ! – Powiedziałam, szamocząc się.
- Nie. Nie wypuszczę Cię , dopóki nie wytłumaczę całej historii.
- Nie chce jej słyszeć, już wystarczająco dużo wiem.
- Nie, problemem jest to, że nie słyszałaś wszystkiego. Emily, Koch…
- Przestań ! – Przerwałam mu, popatrzył na mnie zaskoczony. – Ludzie powinni mówić „Kocham Cię” tylko wtedy, kiedy naprawdę mają to namyśli , a nie dlatego że to wygląda dobrze w jego interesie. Kiedy to mówisz, to nie ma znaczenia !
Odepchnęłam go i pobiegłam do pokoju, mijając po drodze ludzi na korytarzach, patrzących na mnie. Kiedy znalazłam się w pokoju, wzięłam głęboki oddech, starając się uspokoić. Kahlan podeszła do mnie z zatroskanym spojrzeniem wymalowanym na jej twarzy.
- Co się stało ?
- Nic. – Skłamałam, nie chciałam być oceniana na tę chwilę.
- Nie wierzę Ci , ale skoro tak mówisz. – Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się. – Muszę wyjść, więc . – Powiedziała z uśmiechem.
- Gdzie idziesz ?
- Mam randkę z Mike’iem.
- Mike z drużyny piłkarskiej ?
- Tak.
- Hmm …
- Wiem, jest perfekcyjny.
- Przynajmniej masz szczęście, pozornie.
- Znowu problemy z Louis’em ?
- Tak. – Potwierdziłam
- Wiesz co myślę.
- Tak. – Westchnęłam.
- Do zobaczenia .
- Powodzenia.
Kiedy wyszła, położyłam się na łóżku. Dyskusja z Louis’em sprawiła, że czułam się jakby po mojej głowie biegało stado słoni. Byłam wyczerpana i chciałam skulić się na łóżku i płakać, tak długo aż o nim zapomnę, wstanę następnego dnia jakby nigdy nie istniał. Ale wiem, że to niemożliwe, a jutro ból będzie większy, ponieważ kochałam go ponad wszystko, a jednostronna miłość boli. Bardzo.
Chwyciłam moją piżamę i poszłam pod prysznic, położyłam się na łóżku i myślałam o wszystkim co się wydarzyło. To definitywnie najdłuższy dzień mojego życia. Kiedy starałam się zasnąć, dostałam wiadomość od Kahlan, że nie będzie spała w pokoju i żebym się nie martwiła.
Działała naprawdę szybko.
Tak, ale nie miała przeszłości, która nawiedzała ją za każdym razem, kiedy zbliżyła się do chłopaka. Oprócz Louis’a.
- Chciałabym mieć Twoje szczęście. – Powiedziałam do ekranu mojego telefonu.
- Czyje szczęście ? – Zapytał jego głos.
Zapaliłam światło i usiadłam na łóżku, rozglądając się, znalazłam go siedzącego na łóżku Kahlan. Jak on tu wszedł ? Jestem pewna, zę zamykałam drzwi od pokoju.
- Co ty tu robisz ? Jak- Jak tu wlazłeś ?
- Przyszedłem, żeby opowiedzieć Ci całą historię, wszystko co chcesz , albo nie chcesz. – Powiedział, byłam przerażona przez jego groźny wygląd. – I wszedłem przez okno.
- Przez okno? – Zapytałam zszokowana, kiedy zobaczyłam, że było otwarte.
- Tak.
- Nie mów tak , jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie ! – Krzyknęłam.
- Nie było trudno.
- Oh nie mów mi, że bycie małpą to twój kolejny sekret.
- Co ?
- Nic. Idź stąd.
- Nie dopóki Ci wszystkiego nie wyjaśnię.
- Mówiłam Ci, nie chcę tego słyszeć.
- A ja mówiłem Ci, że posłuchasz tego, nie ważne czy Ci się to podoba czy nie.
Louis wsstał i podszedł do mnie. Mój oddech przyspieszył, próbowałam wstać z łóżka, chwycił moje ramiona, zmuszając mnie do położenia się na łóżku, po chwili znalazł się nade mną, z kolanami po obu stronach mojej talii.
- Zejdź ze mnie. – Krzyknęłam, starając się go uderzyć ,ale trzymał mnie i się śmiał. – Co jest takie śmieszne ?
- Przepraszam.
- Uhg. Zejdź !
- Nie.
- Tak.
- Nie dopóki mnie nie wysłuchasz. – Powiedział i westchnął sfrustrowany. – Ok. Tak, znalazłem się w Twoim życiu z powodu pieniędzy. – Powiedział, przełknęłam , żeby łzy nie mogły spaść. – Ale Cię kocham.
- Nie kupuje tego.
- Kurwa. Daj mi skończyć. – Wziął głęboki oddech. – Obserwowałem Cię z daleka, kilka dni przed lekcjami angielskiego, Ash to zauważył i zaczął zadawać pytania, nie odpowiadałem mu, a Ash nienawidzi nie wiedzieć o pewnych rzeczach i nie otrzymywać odpowiedzi. Kilka dni później wymyślił największą grę jak dotychczas i największą nagrodę. Siedem tysięcy dolarów dla tego, który będzie z Tobą po dwóch tygodniach i pięć tysięcy dla tego który będzie Cię pie…
- Louis.
- Poszedłem dla pieniędzy, ale wtedy powiedział mi, że to ty będziesz celem. Harry wydawał się być mało zainteresowany konkursem i powiedział że … kto się z Tobą prześpi pierwszy , wygra. Przepraszam.
- Wygra ?
- Tak, tytuł.
- Jaki tytuł ?
- Harry i ja , wygraliśmy najwięcej gier. Powiedział, że pierwszy który „będzie z Tobą” będzie mistrzem gry Ash’a.
- Więc on dlatego …
- On co ?
- Nic. – Skłamałam, mówiąc szybko.
- Emily.
- Tej nocy, kiedy byłeś z tamtą dziewczyną na imprezie, Harry był ze mną, tańczyłam z nim i … właściwie to było trochę …
- Skurwy…
- Louis !
- Ok, ok. Kiedy Harry to powiedział, chciałem być przy tobie, żeby Cie chronić, chciałem cię ostrzec przed grą i przed typem osoby jaką jest Harry i to był jedyny powód dlaczego uczęszczałem na lekcje angielskiego i przyszedłem do szkoły, ale … ilekroć z tobą byłem, pomagałaś mi zapomnieć o Sarah’rze i skończyło się tak, że się w tobie zakochałem. Chciałem Ci o tym powiedzieć, kiedy opowiadałem Ci o mojej przeszłości, ale wtedy wybiegłaś i nie miałem odwagi Ci tego powiedzieć. Przepraszam.
Spuścił głowę , niemalże dotykając mojego biusty, westchnęłam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Zawsze wyciągałam jakiś wniosek, kiedy powiedział mi wszystko, a kiedy skończył zafundował mi niesamowity mętlik. Powinnam mu wierzyć ? Mówił mi prawdę ?
Nie wiedziałam co myśleć, nie miałam pojęcia czy powinnam mu wierzyć, czy nie.
Louis uniósł głowę i spojrzał na mnie zaglądając w moją duszę swoimi niebieskimi oczami, wyglądało to tak jakby chciał przeczytać moje myśli i pokazać tym samym jak perfekcyjny był i jak przykro mu było, nie mówiąc mi tego.
- Ja …
- Nie wiesz co powiedzieć. – Dokończył.
- Nie.
- Lepiej już pójdę. – Wstał, zniknął ciężar jego ciała , sprawiając, że zapragnęłam wstać i chwycić jego ramiona.
- Chcę, żebyś został. Prawdopodobnie popełniam największy błąd mojego życia, ale …- Westchnęłam. – Kocham Cię i nie mogę trzymać się od Ciebie z daleka, nawet jeśli to jest właściwe, tyle razy mnie zraniłeś i okłamałeś.  Nie wiem czy to co mówiłeś jest prawdą , ale zawsze masz dobre wytłumaczenie na wszystko, a ja zawsze wyciągam wnioski i nie mam pojęcia czy mówisz prawdę, czy jesteś świetnym kłamcą, mam nadzieję że mnie nie okłamujesz, inaczej będę najgłupszą, niewinną dziewczyną na świecie, ale kocham Cię i chcę z Tobą zostać.
- Przysięgam , że wszystko co powiedziałem byłą prawdą. Żadnych sekretów od teraz. Nie chcę Cie stracić nigdy więcej.
Zbliżył się do mnie i otoczył moją talię swoimi ramionami, całując mnie. Tęskniłam za miętowym smakiem jego ust, tak jakbym nie całowała go przez długi czas. Moje ramiona powędrowały na jego szyję, przyciągając go bliżej mnie, posadził mnie na swoich kolanach, przez co położyłam się na łóżku, a on obok mnie.
- Nie rozbierzesz się ?- Zapytałam, spojrzał na mnie w ten perwersyjny sposób.
- Hmm …
- Wiesz, że nie to miałam namyśli . – Powiedziałam, wywracając oczami.
- Jesteś pewna ?
- Louis !
- Żartuję. – Powiedział i roześmiał się. – Gdzie jest ta dziewczyna, która śpi tu z Tobą ?
- Nie śpi tutaj dzisiaj.
- Hmm … mamy pokój do własnej dyspozycji ?
- Yeah, więc … - Dałam mu buziaka. – Chodźmy spać.
- Co ? – Zapytał, zauważyłam ton rozczarowania w jego głosie, przez co zaśmiałam się głośno. – Myślisz , że to śmieszne ? Zaraz zobaczymy czy to też będzie takie śmieszne. – Powiedział i zaczął mnie łaskotać, przez co roześmiałam się bardziej.
- L-Lou !
- Tęskniłem za tym jak tak do mnie mówisz. – Powiedział ochryple, wywołując u mnie dreszcz.
- Boże, nie mów w taki sposób.
- Jak ?
- Tym zachrypniętym głosem…
- Hmm … to twoja wina, że nazywasz mnie Lou.
- Nazywam Cię Lou, ponieważ jesteś mój.
- A ty moja.
- Zawsze.
- Podoba mi się to. 

5 komentarzy:

  1. Awww... Końcówka taka sweet ;3
    Mam nadzieję, że w następnym rozdziale nic się nie pokomplikuje xD
    Czekam niecierpliwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boziuu ale słodziaki *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy to dobrze, że tak szybko mu wybaczyła. Powinna go przetrzymać chociaż z tydzień no :D No, ale jak widać, nie umie bez niego wytrzymać nawet jednego dnia :D
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Heej przepraszam, że wcześniej nie komentowałam, ale nie zaglądałam na bloggera. No to tak rozdział mi się podoba, tylko zgadzam się z powyższym komentarzem, że Emily nie powinna mu tak szybko wybaczyć. Ale co zrobisz, nic nie zrobisz =)
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziewczyny mają racje coś za szybko te przebaczenie ale było tak awwwwaście hahah wiem nie ma takiego słowa, Boże jak ja ich uwielbiam są takimi dużymi dziećmi tłumacz, tłumacz :****

    OdpowiedzUsuń