niedziela, 15 czerwca 2014

35

Ponownie odpaliłam samochód i pojechałam na uniwersytet. Potrzebuję porozmawiać z Kahlan i modliłam się o to , żeby mnie nie osądzała , ponieważ powiedziała mi ostatnio, że może najlepiej będzie trzymać się od niego z daleka. Dotarłam na uniwersytet i skierowałam się do pokoju, Kahlan nie było. Gdzie ona do cholery jest  i dlaczego nigdy nie ma jej w pokoju ?
- Emily ? – Zapytał John, pojawiając się znikąd przede mną, kiedy wychodziłam z pokoju. – W porządku ? – Zapytał powoli.
- Tak ? – Skłamałam , uniósł brwi. – Nie.
- Co się stało ?
- Nic, po prostu … - Westchnęłam , więcej łez zaczęło spadać.
- Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. – Powiedział , zbliżając się i ścierając łzy z mojej twarzy.
- Hey ! Nie dotykaj jej ! – Usłyszałam głos Louis’a na korytarzu,  odruchowo spojrzałam w jego oczy.
John spojrzał na Louis’a przestraszony i cofnął się, stając po mojej stronie, moje plecy dotykały jego ramion, był wyższy ode mnie, chociaż nie tak jak Louis. Podszedł do nas i kiedy znalazł się przy mnie, chwycił mocno moje ramie.
- Louis, p-przestań! – Wyszeptałam, ale nie poluźnił uścisku.
- Pójdziesz ze mną. – Powiedział z powagą i złością.
Był zły ? On ?  To on mnie zdradził, więc to ja powinnam być jedyną wściekłą i domagającą się wyjaśnień osobą. Co do cholery ?
- Nie ! – Krzyknęłam. – Nigdzie z tobą nie pójdę , nie chce Cię więcej widzieć Louis !- Powiedziałam, próbując się od niego uwolnić, ale na próżno, kontynuował ciągnięcie mnie po korytarz. – Louis, przestań !
- Nie mówiła Ci , że masz ją puścić ? – Zapytał John i odciągnął moje ramie od Louisa.
Miał aż tyle siły ?
- Nie mieszaj się w nieswoje sprawy. – Powiedział Louis i popchnął John’a na ścianę z całej siły.
-Louis przestań !
Louis popchnął John’a jeszcze raz i chwycił go jedną ręką za szyję i uderzył drugą. Głowa John’a odruchowo się odwróciła, przez co krople krwi zaczęły kapać z jego ust. Ciągle wołałam Louis’a, ale nic to nie dało, był gotowy uderzyć chłopaka jeszcze raz, więc podbiegłam do nich i stanęłam między nimi, twarzą w twarz z Louis’em, odwrócona plecami do John’a.
- Emily odsuń się. -  Rozkazał mi.
- Nie. – Sprzeciwiłam się. – Chciał być po prostu miły.
- Wiem co to za rodzaj sympatii.
- Przynajmniej, nie był z nagą dziewczyną na swoich biodrach. – Mój głos automatycznie się podniósł.
- Co ? – Głos John’a odezwał się za mną w szoku, Louis spojrzał na niego groźnie. Przesunęłam się tak, że teraz mogłam patrzeć na nich dwóch. – To dlatego płakałaś ?
- Płakała ? – Zapytał Louis z szeroko, otwartymi oczami.
- Oczywiście, że płakała, przez Ciebie cierpiała.
- Nic nie zrobiłem.
- Jasne. – Odpowiedział sarkastycznie John.
- Lepiej …
- Jestem tu i wszystko słyszę ! – Krzyknęłam.
- Emily odsuń się.
- Pod warunkiem , że nic mu nie zrobisz.
- Dlaczego go chronisz ?
- Ponieważ jest moim przyjacielem. – Odpowiedziałam , prychnął odsuwając się. – W porządku ? – Zapytałam John’a.
- Tak, nic mi nie jest. – Powiedział i uśmiechnął się, jego uśmiech zniknął kiedy poczuł ból w dolnej wardze, która była rozcięta i zakrwawiona. – Naprawdę, nic mi nie jest , jeśli chcesz z nim iść, idź. – Spojrzał na mnie z troską.
- Nie, nie chce z nim iść.
- Pójdziesz. – Oznajmił Louis, przysłuchując się naszej konwersacji.
- Ale nie chce iść !
- Ja … zajmę się tym. – Powiedział John i zostawił nas. Przygryzłam wargę zmartwiona, kiedy na niego patrzyłam.
- Emily.
- Nie odzywaj się do mnie.
- Odwróciłam się, obraz jego i tej dziewczyny pojawił się w mojej głowie, łzy spłynęły po mojej twarzy.
- Proszę pozwól mi to wytłumaczyć. – Poprosił, zignorowałam go. – Nie lubię patrzeć na Ciebie w takim stanie …
- Ale to ty … ty to spowodowałeś ! – Krzyknęłam patrząc na niego.
- Przysięgam nic nie wydarzyło się pomiędzy mną, a tamtą dziewczyną. 

- Ponieważ weszłam i przerwałam wam, prawda ?
- Nie, ponieważ nie chciałem, żeby coś się wydarzyło ! – Jego głos się podniósł , przestraszyłam się. – Cholera, przyszła do mojego domu, ponieważ miała klucze i nie mam pojęcia jak, myślałem, że to ty, była ubrana jedynie w kurtkę i rzuciła się na mnie. Dosłownie. Starałem się ją odciągnąć i wtedy weszłaś ty !
- Ja … co ? Jak mam w to uwierzyć ? To nie ma sensu!
Jeśli naprawdę chcesz być z Louis’em, zdaj sobie sprawę , że wiele rzeczy może nie mieć sensu.
-Kurwa, Emily uwierz mi. Nigdy nie widziałem tej dziewczyny. Jak mógłbym mieć kogokolwiek innego, kiedy mam Ciebie ?
- Ty , nie … nie mów tak …
- Co ? – Zapytał, zbliżając się do mnie , zatrzymałam go, kładąc rękę na jego klatce.
- Tego co powiedziałeś. To tylko sprawia … że myślę, iż naprawdę mnie lubisz. – Wytłumaczyłam i jeszcze jedna łza spłynęła po mojej twarzy i wylądowała na moim ramieniu.
- Ale lubię Cię. Kocham Cię.
- Przestań.
- Emily, to było nieporozumienie.
- Jedynym nieporozumieniem było to, dlaczego wciąż byłeś ubrany.
- To znaczy, że mi wierzysz?
- Nie wiem jak mam wierzyć. Wiem co widziałam.
- Co widziałaś ? Nagą dziewczynę na mnie w moim salonie. Ale nie widziałaś jak próbowałem ją ściągnąć, albo jak wkurwiony byłem , kiedy wyszłaś. Znowu.
Zaczął się zbliżać, ignorując moją dłoń starającą się go odsunąć. Moje plecy dotknęły ściany, przybliżył swoją dłoń i położył na mojej twarzy. Bycie tak blisko sprawiało, że chciało mi się bardziej płakać, podobało mi się, chociaż …
- Louis …
- Shh …
Jego usta złączyły się z moimi delikatnie, wiedziałam, że nie będę się opierać, kiedy mnie pocałuje i jestem pewna, że on też to wiedział.
- Louis … p-przestań. – Wyszeptałam w jego usta, zignorował mnie i całował słodko.
Naprawdę nie rozumiałam nic z tego co powiedział, ale to nie dawało mi gwarancji tego, że był z tą dziewczyną bo chciał, nie mam pojęcia co działo się przedtem, nie wiem kim jest ta dziewczyna, ani co robiła w jego mieszkaniu i dlaczego tam przyszła, nie mam pojęcia czy zaprosił ją czy naprawdę miała klucze i sama tam weszła.
- Dlaczego miała klucze do twojego mieszkania ? – Zapytałam, oddając głos moim myślom, tylko po to , żeby trzymać go z daleka.
- Mówiłem Ci , nie wiem.
- Kto miał klucze.
Kto jeszcze miał klucze do jego mieszkania ? Jego matka ? Któraś z dziewczyn, które przyprowadzał tam ? Ktoś z jego rodziny ?
- Tylko ty i Harry. Pamiętam, jak dawałem mu kopie, kiedy poszedłem na odwyk. Co za skurw…
- Louis.
- Przepraszam. – Wiedziałam, że nie odnosił się z tym tylko do swojego języka. – Emily , uwierz mi. To był podstęp Harry’ego. – Pokręcił głową i przytrzymał mnie przy sobie. – Kto by pomyślał, że zniży się do tego stopnia, aby się zemścić. – Jego głos był bardzo niski, kiedy mówił ostatnią część, ale wciąż mogłam go usłyszeć.
Zemsta ? Ale jaka zemsta ? Z powodu czego ? Co zrobił Louis zrobił Harry’emu, że ten chciał się zemścić ? I dlaczego chciał nas rozdzielić ? Co jeśli Louis mówił prawdę, albo wielkie kłamstwo, bo nie chcę , żebym go zostawiła ? A jeśli naprawdę nie chce , żebym odchodziła, bo mnie lubi. Jeśli fakt iż mnie lubił nie był kłamstwem. Ponieważ, jeśli by mnie lubił, nie byłby z nagą dziewczyną ! Jeśli nie mówił prawdy i naprawdę nie wiedział kim ona jest.
- Zabije go … - Wyszeptał.
- Nie. – Krzyknęłam przerażona, myśląc  że naprawdę to zrobi, jeśli będzie chciał, zwłaszcza, że zabił już kogoś w przeszłości.
Uniósł głowę i swoje niebieskie oczy, otoczone lekkim odcieniem czerwieni, patrząc się na mnie. Słaby uśmiech pojawił się na jego ustach, wciąż martwiłam się o niego.
- Martwisz się o mnie ? – Zapytał głosem pełnym nadziei.
- Oczywiście, że tak, kocham Cię, wiesz o tym ? – Westchnęłam pokonana.
- Też Cię kocham Emily. – Powiedział i uśmiechnął się. – Wciąż jesteś zła ?
- Nie, dlatego, że Ci wierze. – To nie może się skończyć dobrze.
Chwycił moją dłoń i zaprowadził do samochodu, mimo , że kierowałam się do swojego auta. Uruchomił samochód i pojechał do swojego apartamentu. Nie rozmawialiśmy podczas jazdy, ale nie obchodziło mnie to.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, zobaczyłam ją wysiadającą z błyszczącego, czarnego BMW, z jej wysokimi obcasami i elegancką jump dress*. Co ona tu robi ? Zobaczy mnie z Louis’em … albo raczej zobaczyła mnie, ponieważ patrzyła mi prosto w oczy, widziałam jej wyraz twarzy, który mówił, że może eksplodować w każdej chwili.
Popatrzyłam na Louis’a, który patrzył na mnie zmieszany, wysiadłam z auta w tym samym momencie co on. Louis obszedł samochód  i podszedł do mnie, chwytając moją dłoń, splatając nasze palce i delikatnie ją ściskając.
- Emily. – Powiedziała starając się zachować spokój, podchodząc do samochodu Louis’a.
- Mamo …

__________________________________________
*Nie wiedziałam jak to przetłumaczyć, wpiszcie w google to zobaczycie jak to wygląda :) 

6 komentarzy:

  1. To się porobiło... :)
    Czekam na następny ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaa!! Co mamo?! ;_;
    Ja chce nowy. Już. x3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! Boski rozdział ;)))
    Nie mogę się doczekać nn :) ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. No i będzie dym :D Już słyszę te wrzaski :D
    Biedny John oberwał za bycie dobrym :D Louis naprawdę powinien panować nad złością :D Ale aż się boję co zrobi jak dorwie Harry'ego... mój biedny Harry :D
    Czekam na 36 :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Boskie .. :*** mamusia !!!:-) będzie się działo ;) dwaj nexta

    OdpowiedzUsuń