sobota, 22 marca 2014

10

Zaskoczyło mnie jego pytanie. Czy chciałam aby przestał ? Cholerny Louis ! Czy naprawdę musiałeś zadać to pytanie ? I dlaczego tak trudno jest mi na nie odpowiedzieć ?
Cholera, cholera, cholera !
Oczywiście że chciałam aby przestał , nie powinnam robić czegoś … takiego ! Tym bardziej z kimś takim jak Louis !
Louis przestał całować moją szyję i podniósł swoją głowę , patrząc na mnie z rozbawieniem.
-Przestań. – Ponownie wychrypiałam i popchnęłam go , aby usiadł na kanapę, natychmiast wstałam, by znaleźć się daleko od niego.-Hm.. – Przeczesałam włosy. – Ja … Ja muszę iść , muszę … wprowadzić kilka rzeczy do referatu.
- Mam iść z Tobą ?
- Nie ! – Krzyknęłam, za nim skończył mówić. – Znam drogę. Hm… Jutro dam Ci kopię.
- Nie zapomnij , że musimy przećwiczyć prezentacje. – Wstał i zaprowadził mnie do drzwi. Jaką prezentację ? To była papierkowa robota do wygłoszenia, nic więcej !- I kto wie może dostaniesz deser. – Powiedział, kiedy minęłam go w drzwiach , mrugnął do mnie, pozwalając mi w pełni zrozumieć, co miał namyśli mówiąc „deser”.
Opuściłam jego apartament , udając się do college’u w pośpiesznym krokiem, niemalże biegnąc. Ugh! Byłam sama i było ciemno. Powinnam zgodzić się na propozycję Louis’a ,aby szedł ze mną.
Louis…
Co się ze mną dzieje ?
Dotarłam na uniwersytet i ruszyłam prosto do mojego pokoju. Kahlan nie było , prawdopodobnie wciąż była z Caleb’em. Tęskniłam za nią… ale , on potrzebował jej bardziej niż ja. Nie mogę być samolubna.
Dokończyłam pracę z angielskiego w kilka minut i położyłam się do łóżka. Byłam zmęczona , a jutro będzie pogrzeb Kyle’a i zamierzam iść. Ugh ! Nienawidzę pogrzebów. Ostatni na jakim byłam , był pogrzeb mojego taty, przyniosło mi to tylko złe wspomnienia … on i Kyle byli bardzo podobni , po tym wszystkim …
Obraz Louis’a przyszedł do mojej głowy nagle i niespodziewanie. Cholera … nie miał prawa tego robić , mogłabym oskarżyć go o gwałt. Ale …
Westchnęłam.

(…)
Byliśmy coraz bliżej pogrzebu Kyle'a, cicha i ciężka atmosfera nadchodziła. Większość studentów uniwersytetu była w żałobie, ubrana na czarno.
Weszłam do łazienki, aby się przebrać , w czasie kiedy Kahlan z niej wychodziła.
- Jak Caleb ? – Zapytałam.
- Okropnie. Nie może przestać płakać. – Westchnęła. – Muszę iść się z nim spotkać. – Dodała pospiesznym tonem.
- Okay …
Weszłam do łazienki i założyłam czarną sukienkę, nie za krótką , płaszcz i buty , również czarne.
Wydaje mi się jakby Kahlan się ode mnie oddalała. Może przez Kyle’a i Caleb’a. Hm… Nie mam pojęcia. Było coś bardzo dziwnego w tym , że nie chciała się ze mną widzieć, albo pogadać , nie mogę teraz o tym myśleć.
Muszę iść na pogrzeb.
Chwyciłam mój czarny parasol i wyszłam z akademika , kierując się do miejsca , w którym miała się odbyć ceremonia. Jego rodzina była tutaj, wszyscy mieli łzy w oczach , łącznie z jego matką , po cichu chciałam myśleć, że to wszystko kłamstwo , on tu był i wróci.  Caleb stał w kącie ściskając Kahlan , która cicho płakała. Kahlan patrzyła na mnie przez kilka sekund i z powrotem spojrzała na Caleb’a.
Było tu dużo ludzi , w moim wieku albo trochę starszych ode mnie, prawdopodobnie przyjaciele z uniwersytetu.
Otworzyłam parasol , kiedy zaczęło padać. Deszcz nie pomagał, powodował jedynie , że atmosfera pozostawała ciężka, bardziej smutna i dramatyczna, chociaż lubiłam deszcz i dźwięk jaki wydawał.
Sześciu mężczyzn przyszło zająć się trumną , w której znajdowało się ciało Kyle’a, zabrać go do miejsca , w którym zostanie pochowany. Zrobiłam krok w tył i poczułam dłoń na mojej , która trzymała parasol.
Spojrzałam i zobaczyłam Louis’a obok siebie, który się uśmiechał , ale nic nie powiedział.
Podmuch wiatru rozszedł się po cmentarzu wywołując u mnie dreszcz. Louis zbliżył się do mnie i objął mnie ręką , pocierając przy tym moje ramię,  po to by mnie ogrzać.
Naprawdę nie chciałam się z nim kłócić teraz, albo odejść od niego , ponieważ w jakikolwiek sposób , czułam się dobrze i trochę komfortowo. I on był naprawdę ciepły , przez co przypomniał mi wczorajszy dzień.
O Boże , Emily , zamknij się !
Sześciu mężczyzn położyło trumnę na linach, a dwóch kolejnych opuściło ją w dół. Caleb podszedł i wziął do ręki ziemię i rzucił ją do dziury, w której znajdowało się ciało Kyle’a , zobaczyłam , że kilka osób zrobiło to samo.
Ograniczyłam się do patrzenia, co przyniosło tylko wspomnienia. Mijałam ludzi, kiedy pogrzeb się skończył, opuściłam cmentarz, ale moje wspomnienia były wciąż w tym samym miejscu.  Wspomnienia zbyt okrutne, aby pamiętać.  To wszystko była jego wina, tego który zrujnował mi życie.
- Emily. –Głos Louis’a był tak cichy, że wydawał się być szeptem. Spojrzałam na niego , jego niebieskie oczy i nieogoloną twarz, która sprawiała że był bardziej seksowny. Muszę przestać mieć takie myśli, natychmiast. – Chcesz iść ?
-Tak , chodźmy. – Westchnęłam.
Louis zabrał parasol z mojej ręki i przyciągnął do siebie , położył rękę na mojej talii , dreszcz przeszedł moje ciało. Ruszyliśmy do uniwersytetu , przy cichym kapaniu deszczu , a kiedy znaleźliśmy się na miejscu znalazłam moją mamę i babcię.
Cholera, całkiem zapomniałam, że miały mnie dzisiaj zabrać, aby świętować urodziny mamy. O mój Boże ! Moja matka nie może zobaczyć mnie z kimś takim jak Louis .
- Hej mamo. Hej babciu.
Moja mama spojrzała na mnie i uważnie przyjrzała się Louis’owi. Babcia uśmiechnęła się do mnie i do Louis’a w tym samym czasie. To jest to co w niej lubię, nie obchodziły ją pewne rzeczy , nie oceniała ludzi.
I kto to mówi , Emily !
- Witaj, Em. To twój chłopak ? – Zapytała starsza z kobiet.
Naprawdę babciu ?
- Nie! – Niemalże krzyknęłam, Louis się zaśmiał , nie zabierając swojej ręki z mojej talii i nie odsuwając się chociażby na milimetr.
- Jeszcze. – Powiedział cicho , prawdopodobnie mając nadzieję, że tego nie usłyszę.
Posłałam mu spojrzenie w stylu „Nie pomagasz wcale!” i zabrał rękę z mojej talii z figlarnym uśmiechem.
- Hm… To jest Louis. – Oznajmiłam.
- Miło Cię poznać Louis. -  Przywitała się babcia, moja matka była poważna i nie powiedziała żadnego słowa.
Nie może być bardziej dziwnie ?
- Chodź, Emily. – Rzekła moja mama swoim sztywnym głosem.
- Tak. – Spojrzałam na Louis’a. – Dziękuję.
Wzruszył ramionami i oddał mi parasol. Włożył ręce do kieszeni i odszedł. Patrzyłam jak idzie w deszczu oddalając się od uniwersytetu i miałam straszną ochotę pobiec za nim i go przytulić, nie wiem czemu.
- Chodź. – Powtórzyła mama idąc za babcią do samochodu , ruszyłam za nimi.
- Ten młodzieniec jest piękny , Em. – Powiedziała moja babcia, niczym nastolatka. – Naprawdę nie jest Twoim chłopakiem ?
- Nie , babciu.
- Dobrze. – Podsumowała wrednie mama , popatrzyłam na nią z otwartymi oczami. Nigdy nie mówiła tak wobec mnie czy kogokolwiek innego. Normalnie była cicha i przyjazna. Ale normalne było to , że nie lubiła ludzi jak Louis.
- Modlę się o lepszą przyszłość dla Ciebie, niż ta , Emily.  Dobre wykształcenie .
- Przyszłość taką jak ta, którą miałaś z tatą ?
- Nie niszczcie tego dnia, ok. ? – Zapytała moja babcia, starając się złagodzić atmosferę.
- Chcę dla Ciebie najlepiej. – Dodała mama.
- Nie wiedziałaś co jest najlepsze dla Ciebie, więc skąd możesz wiedzieć co jest najlepsze dla mnie? – Ton mojego głosu podnosił się z każdym wypowiedzianym słowem.
Zatrzymała samochód i odwróciła się w stronę gdzie siedziałam.
- Twój ojciec był lepszy od tego , z którym się teraz spotykasz.
- Lepszy ? W czym ? W biciu Cię, w wykorzystywaniu jego własnej córki ? -Odpięłam pas i otworzyłam drzwi. – Ale nie obchodzi Cię to, prawda? Chciałaś tylko jego pieniędzy ! – Krzyknęłam i wyszłam z samochodu.
- Emily , przepraszam. – Usłyszałam moją matkę, ale zignorowałam ja i pobiegłam w stronę uniwersytety.
Chciałam umrzeć w tamtym momencie. Nie lubię przywoływać wspomnień z przeszłości. Zwłaszcza takich jak te.
Już od dawna nie padało tak długo, ale wciąż biegłam, wiatr wycierał moje łzy z twarzy.
Wtedy wpadłam na kogoś. Podniosłam lekko wzrok i zobaczyłam Louis’a. Czy on musi być wszędzie ? Nie obchodziło mnie to, stanęłam na palcach, ponieważ był ode mnie wyższy i przytuliłam go z całej siły, jakby nie było jutra. Odwzajemnił uścisk i w tym momencie nie potrzebowałam niczego innego.
Wyłącznie uścisku Louis’a.
Louis …
___________________________
Kolejny może jutro :)


4 komentarze: